Owoc głogu

Owoc głogu, zwany tak zresztą nieprecyzyjnie, ponieważ nie jest to głóg, tylko dzika róża, a głóg to inna roślina, niemająca większego znaczenia dla zielarstwa, jest jednym z najlepiej poznanych surowców zielarskich, a wszystko to z dwóch powodów: po pierwsze jest to roślina rodzima dla rejonu Polski, a po drugie atrakcyjnie wyglądająca, więc znajdująca sobie w ludziach sprzymierzeńca w procesie rozprzestrzeniania.

Głóg na przeziębienia

Od bardzo dawna (czyli od co najmniej XV wieku, bo na tyle są dowody w postaci tekstów, przepisów i grafik) owoce głogu były wykorzystywane jako środek leczniczy w stanach osłabienia i praktycznie przy każdej chorobie. Działają rozgrzewająco, delikatnie podnosząc temperaturę ciała, co zmniejsza możliwość przeżycia bakterii, a poza tym zawierają wiele różnych witamin i związków organicznych, które działają stymulująco na układ immunologiczny. Stare przepisy zalecają przygotowanie naparu w objętości około 200 ml z około 30 g suszonych owoców głogu (oczywiście po przeliczeniu na znane nam dziś jednostki miar). Taki napar należy wypić gorący i wygrzać się w ciepłym miejscu.

To bardzo klasyczna metoda walki z przeziębieniem, grypą i praktycznie każdą inną infekcją, natomiast dość szybko została ona rozwinięta i z głogu już od XV wieku robiono nalewki (wina nawet wcześniej). Tutaj najczęściej już dzika róża nie była samodzielnym substratem, bo jak mówią najpopularniejsze receptury, które dotrwały do naszych czasów, w celu uzyskania lepszych efektów należy mieszać dziką różę z malinami i czarnymi porzeczkami. Można oczywiście podejrzewać, że to wszystko zmiany wprowadzone trochę ze względów smakowych, ale najważniejsze, że efekt leczniczy też ulegał wzmocnieniu.

Nie tylko infekcje

Rzadziej, bo rzadziej, ale jednak – owoce głogu stosowano także do leczenia różnego rodzaju nieżytów układu pokarmowego. Nieco mocniejszy niż w wyżej opisanej recepturze wywar zaleca przepis z końca XVI wieku. W tym przypadku nie wypija się już dużych ilości naparu, tylko popija go często małymi łykami i w ten sposób można zwalczyć nawet uciążliwe biegunki, dolegliwości bólowe woreczka żółciowego i żołądka. Dziś mamy wiedzę pozwalającą orzec, że jest to zasługą substancji powlekających, więc taka metoda leczenia ma jedną wadę – nie usuwa przyczyn dolegliwości. Z drugiej jednak strony – samo usunięcie dokuczliwych objawów to już gwarancja poprawy samopoczucia i zmniejszenie ryzyka podrażnień wtórnych. Kilkaset lat temu oczywiście nie można było mieć tej świadomości, więc owoce głogu były stosowane dość powszechnie i choć chorobę tylko maskowały, często to w zupełności wystarczało. W podobny sposób działała róża w chorobach reumatycznych i zwyrodnieniowych, choć na to przepisy są jeszcze młodsze, bo pochodzą z XVII wieku. Nie można jednak wykluczyć, że samo działanie dzikiej róży w tym zakresie było znane nawet kilka wieków wcześniej, tylko po prostu nie zachowały się na to żadne dowody poza grafikami przestawiającymi uprawę głogu.

Przejdź do:
Czerwona herbata